Nowy rok, nowe stanowisko. I to uczucie, że „coś tu nie gra”

Michał pamięta ten poranek bardzo dobrze.

Pierwszy poniedziałek po Nowym Roku.
Nowa firma. Nowe stanowisko. Nowe cele.
Kawa jeszcze nie zdążyła wystygnąć, a on już miał w głowie myśl, która wracała jak bumerang:

„Niby wszystko jest okej… ale coś tu nie gra.”

Nie chodziło o jedną liczbę.
Nie chodziło o jeden raport.
Raczej o to dziwne poczucie, że firma wkłada coraz więcej energii, a efekt finansowy wcale tego nie odzwierciedla.


Zdanie, które brzmi znajomo w setkach firm

Na jednym z pierwszych spotkań z zarządem padło zdanie:

„W tym roku musimy bardziej pilnować kosztów.”

Michał skinął głową.
Brzmiało sensownie.
Tylko im dłużej o tym myślał, tym bardziej czuł, że… to zdanie niczego nie wyjaśnia.

Bo nikt nie powiedział:

  • które koszty są problemem,

  • kto ma się nimi zająć,

  • ani co właściwie znaczy „pilnować”.

A „pilnować kosztów” to hasło, pod którym można schować wszystko — i nic.


Rozmowy, które wszystko tłumaczą… osobno

W kolejnych dniach Michał rozmawiał z zespołem.

Każdy miał swoje racje:

  • nadgodziny? „chwilowe, bo projekty”

  • marketing? „inwestycja w przyszłość”

  • IT? „dzisiaj bez tego się nie da”

  • zakupy? „bo tak zawsze było”

I każda z tych odpowiedzi — z osobna — była logiczna.

Problem pojawiał się dopiero wtedy, gdy spojrzało się na nie razem.
Bo całość nie prowadziła do żadnej decyzji.

I wtedy Michał zrozumiał coś ważnego:

To nie jest firma, która źle zarządza kosztami.
To jest firma, w której nikt nie podejmuje decyzji o kosztach.

Koszty po prostu „się działy”.


Nowy rok i ta cicha presja, żeby coś zmienić

Styczeń jest specyficzny.
Jest w nim trochę nadziei, trochę presji i dużo oczekiwań.

Michał nie chciał być menedżerem, który:

  • po trzech miesiącach mówi „tak tu już jest”,

  • albo wchodzi z hasłem „musimy wszystko ciąć”.

Nie chciał też robić rewolucji dla samej rewolucji.

Chciał czegoś prostszego:

  • zrozumieć, gdzie naprawdę leży problem,

  • porozmawiać z zespołem bez oskarżeń,

  • mieć jedno narzędzie, które da się wydrukować i położyć na stole.

Coś, co pokaże:

„Nie przyszedłem tu burzyć. Przyszedłem poukładać.”


Mała rzecz, która zmienia rozmowę

Czasem nie potrzeba nowego budżetu.
Ani kilkudniowego warsztatu.
Ani kolejnej skomplikowanej tabeli w Excelu.

Czasem wystarczy prosty punkt odniesienia, który:

  • porządkuje myślenie,

  • pozwala zadać właściwe pytania,

  • otwiera rozmowę zamiast ją zamykać.

Coś, co da się:

  • przejrzeć w godzinę, przy kawie,

  • wydrukować,

  • wykorzystać na pierwszym spotkaniu z zespołem.

Nie po to, żeby „szukać winnych”.
Tylko po to, żeby wspólnie zobaczyć sytuację z tej samej perspektywy.


Dlaczego ludzie na to reagują dobrze

Bo to nie jest komunikat:

„Od dziś oszczędzamy.”

To jest komunikat:

„Chcę zrozumieć, które koszty są naprawdę ważne,
a które możemy zmienić — bez chaosu i nerwowych decyzji.”

Zespół to czuje.

I zamiast oporu pojawia się rozmowa.
A rozmowa jest zawsze pierwszym krokiem do sensownej zmiany.


Jeśli to brzmi znajomo…

Jeżeli:

  • zaczynasz nowy rok albo nowe stanowisko,

  • masz wrażenie, że koszty „same żyją”,

  • nie chcesz być ani biernym obserwatorem, ani rewolucjonistą,

to być może nie potrzebujesz wielkiego programu naprawczego.

Być może potrzebujesz:

  • szybkiego uporządkowania myślenia,

  • jednego narzędzia do rozmowy,

  • i spokojnego startu, który pokaże, że jesteś otwarty na zmiany.


Na początek wystarczy mały krok

Czasem jedna godzina dobrze wykorzystana robi więcej niż miesiące „pilnowania kosztów”.

Zwłaszcza jeśli po tej godzinie:

  • masz coś, co możesz wydrukować,

  • możesz usiąść z zespołem,

  • i zacząć rozmowę, która wcześniej się nie toczyła.

Bez presji.
Bez wielkich haseł.
Z konkretem, który daje Ci punkt wyjścia.

nauczyciel
05.01.2026, 14:34